Coraz bliżej…

Coraz bliżej…

Jeśli chodzi o grupy, które zmieniają się, to każda z nich liczy przeważnie 6 osób. 2 osoby jadą na rowerach, kolejne dwie zajmują się kierowaniem busa i nawigowaniem trasy. Ostatnie dwie odpoczywają. Mniej więcej co 90 minut następuje zmiana par na stanowiskach. Mamy dwie takie grupy, które zmieniają się mniej więcej co 200-250 km. Jedziemy 24h/dobę.
Ilonka i Ela które są w sekcji opieki medycznej, oraz Dorota i Jacek-zaopatrzenie, to dotychczas zdeklarowani bierni uczestnicy wyprawy jeśli chodzi o pedałowanie. Udziela im się jednak zapał pozostałych i postanawiają spróbować swoich sił na rowerze. Po kilku przejechanych kilometrach uznają jednak, że nie był to dobry pomysł 😉
Kampery przemieszczają się na kolejne miejsce spotkania. Powoli zaczyna doskwierać nam deficyt dostępnej wody na pokładzie. Mimo, że zabraliśmy zapas kilkuset litrów, walka jest o każdą dziesięciolitrową bańkę. Na kąpiel dla nas wystarczy. Problem będzie mieć kolejna grupa, która zajmie nasze miejsce. W dwóch kamperach mamy awarię ciepłej wody. Jedną usuwamy samodzielnie, druga wymaga konsultacji telefonicznej z serwisantem. Po kilku nastu minutach działa już wszystko 🙂
Grupa dzienna czyli Kasia, Sylwia, Agnieszka, Paweł, Mariusz i Miłosz walczą. Pomaga im Szymon, który jest archiwistą obrazowym naszej wyprawy. Presja czasu jest jednak spora i prosimy go o pomoc we wsparciu grupy. Zgadza się bez wahania. Nasze szanse rosną. Tego dnia pada nowy rekord przejechanego dystansu bez zmiany, który właśnie do niego należy i wynosi 85 km! Wraz z upływem czasu dochodzimy do wprawy w wykonywaniu zmian zawodników. Liczy się każda sekunda. Na twarzach widać zmęczenie, wyschnięte usta zawodników mówią o wyczerpaniu fizycznym, jednakże w oczach każdego jest tyle energii i zapału. To wspaniałe uczucie być jednym z walczących.
W obu rowerach mamy zużyte hamulce tylnego koła. Praktycznie nie hamują. Przednie koła są jeszcze ok. Hamowanie nimi jest jednak bardziej niebezpieczne. Niestety nie zabraliśmy z sobą klocków hamulcowych na wymianę. Kończy nam się też smar do łańcuchów, który po dwóch dniach deszczu i jazdy po drogach szutrowych musiał być często w użyciu. Chyba każdy zadaje sobie w duchu coraz częściej pytanie czy nam się uda? Myślę jednak, że jest to pytanie retoryczne. Nie ma innego wyjścia. Włożyliśmy w to wszystko tyle pracy…